piątek, 27 maja 2016

Leśna Polana Odcinek 2...



... w którym ktoś traci nadzieję, a Los po raz pierwszy - ale nie ostatni - pokazuje, jak bywa przewrotny.

Gabrysia pokręciła głową. Naprawdę nie podobało się jej uzależnienie Julii od kolejnego „narzeczonego”. Co gorsza, to uzależnienie za każdym razem wyglądało na coraz poważniejsze. Czy Jula naprawdę nie może istnieć bez faceta, wokół którego owinie się niczym powój, za delikatny by piąć się ku niebu bez podpory? Co robić? Jak pomóc tej dziewczynie, by uwierzyła, że znakomicie poradzi sobie w życiu sama? Spojrzała w lusterko, próbując pochwycić wzrok Majki, ale ta – z dziwnie zawziętą miną – wbiła oczy we wstążkę szosy.
- Nie odbiera! – jęknęła Jula w następnej chwili. – Może coś mu się stało?!
- Nic mu się nie stało. Obraził się.
- Rzeczywiście – westchnęła w następnej chwili Jula, przeczytawszy sms-a. – Tomek nie znosi wracać do pustego domu.
- Nie znosi wracać do domu, w którym nie czeka na niego gorący obiad.
- Zostawiłam obiad w lodówce!
- To już za dużo fatygi. A propos obiadu, może wstąpimy do jakiejś knajpki na coś dobrego? Tutaj po drodze jest…
- Chciałabym, naprawdę, ale muszę wracać do Tomka – jęknęła Julia.
Majka przewróciła tylko oczami. Ona też była zaborcza, jeśli chodzi o przyjaciółki. Nie lubiła się nimi dzielić, a na pewno nie z kimś takim jak Tomek Łosko. Raaany, facet, który nie potrafi obiadu sobie odgrzać…
- Ja muszę skończyć kosztorys. – Gabi też westchnęła.
Coraz mniej czasu miały ostatnio dla siebie. Zawsze którejś z nich coś stawało na drodze, by spotkać się z pozostałymi. Dziś wygospodarowały dla siebie wolne popołudnie, wyrwały się z Warszawy do Puszczy Białej, gdzie Gabriela znalazła kolejny domek, i zamiast cieszyć się tą wyprawą…
- Chrzanić kosztorys! – rzuciła z niezwykłą dla niej zawziętością. – Chętnie zjem z tobą obiad. Przy czym ja funduję, bo ty robiłaś to ostatnio. I przedostatnio. I przedprzedostatnio. Właściwie zawsze, gdy nas zapraszasz, płacisz za wszystko.
- Płacę, bo sprawia mi ogromną frajdę spotkanie z wami i jak na razie jestem z was najbogatsza. Gdy Jula zacznie zarabiać przyzwoite pieniądze, a ty, Gabrina, wyjdziesz z długów, z przyjemnością pozwolę się wam ugościć.
Kochana Majka… - pomyślały obie i nagle Julka zatrzasnęła komórkę z takim samym zawziętym wyrazem twarzy, jak przed chwilą Gabrysia.
- Chrzanię Tomka! Ja też chętnie zjem z wami obiad. Ale nie powiem, że go zafunduję, bo rzeczywiście jestem bez grosza.
- Ej, Jula, wygrałaś ostatnio jakiś casting. Za tę reklamę miałaś zgarnąć niezłe pieniądze. – Majka zjechała z głównej drogi na leśny parking, przy którym stała niewyględna buda z napisem „GÓRALSKA KWAŚNICA, GOLONKA, KIEŁBASKI!”.
- I zgarnęłam – westchnęła Julia. – Ale Tomek potrzebował forsy na nowy garnitur, więc…
- Jeeezu, nie kończ. – Majka pokręciła głową. – Chodźcie, dziewczyny. Może to miejsce nie wygląda na restaurację z gwiazdką Michelina, ale karmią tu naprawdę dobrze.
- Skąd to wiesz? – zainteresowała się Gabriela.
- Jeździłam z takim jednym nad Bug. Ależ on całował…
- Bug?
- Nie! Taki jeden… zapomniałam, jak miał na imię.
Dziewczęta zaśmiały się. Cała Majka.
Usiadły przy drewnianym, wypolerowanym do połysku stole na dwóch długich, wygodnych ławach i sięgnęły po skromne menu. Właściwie składało się z trzech pozycji: owej kwaśnicy, golonki ze świeżymi ziemniaczkami i szaszłyka z grilla.
- Miałabym ochotę na tę golonkę – rozmarzyła się Julia.
Obie spojrzały na nią ze zdumieniem. Jula i golonka?! Po tym, co z nią przeszły, bardziej można się było spodziewać „dwóch listków sałaty, bez przypraw!”, niż golonki!
- Ja też mam ochotę na golonkę – odezwała się nagle Gabrysia, bojąc się, że jeśli nie poprze Juli, ta się rozmyśli.
- Dobra! Bierzemy trzy golonki! – Majka od razu krzyknęła do pucołowatego, wyglądającego całkiem przyjaźnie faceta, który uśmiechał się do nich z okienka budki. Ten uśmiech stał się jeszcze szerszy. Podniósł kciuk w górę i zabrał się za pichcenie.
- Świeża jest ta golonka? – zaniepokoiła się Jula. – Nie potrujemy się?
- Nie zapraszałabym was na nieświeże jedzenie – obruszyła się Majka. – Ten koleś mięso kupuje w miejscowej rzeźni, z samego rana, i trzyma w lodówce. Zaraz zacznie na naszych oczach je przyprawiać i grillować. Jest na co popatrzeć.
- Ale masz rozmarzone spojrzenie – zaśmiała się Gabrysia. – Mogłabym pomyśleć, że się zakochałaś.
- W jedzeniu? Owszem. Choć sam facet też jest niczego sobie.
Gabrysia z Julią obejrzały się dyskretnie przez ramię i pochwyciwszy spojrzenie kucharza szybko odwróciły wzrok. Chyba tylko nienasyconej Majce mógł podobać się mięśniak, cały utytłany w tłuszczu i czerwony na twarzy. No właśnie, Majka uwielbiała nieco nieokrzesanych mięśniaków, chociaż w łóżku lądowała zazwyczaj z przystojniaczkami w garniturkach i bez grama muskulatury. Ot, taka sprzeczność. Czasem Gabrysia z Julią zastanawiały się, czy tak piękna, urocza i mądra kobieta nie mogłaby trafić gdzieś w środek swoich upodobań i przygruchać inteligentnego, wysportowanego, normalnego faceta, ale widać nie nadszedł ten czas.
Majka, czekając na zamówienie, kiwała pantoflem, zawieszonym na czubkach palców, odsłaniając przy tym długą, zgrabną, opaloną nogę. Tamten co chwila zerkał w jej stronę.
- Dobra – odezwała się nagle, siadając prosto. – Nie zaprosiłam was li tylko na obiad, moje kochane, choć miło mi będzie skonsumować go w waszym towarzystwie.
- Mówisz o obiedzie, mam nadzieję?
- Rzecz jasna. Gabrina, będę z tobą brutalnie szczera… - zaczęła, patrząc na przyjaciółkę, która odruchowo skuliła ramiona. Przez umysł Majki przebiegła myśl, czy Gabrysia zdaje sobie sprawę z tego odruchu i skąd on się wziął. – Podoba mi się ten dom – wypaliła.
Obie, Julka z Gabrielą, spojrzały na nią z niedowierzaniem.
- Chcesz go… kupić? – zapytała powoli ta druga, a serce jej zadrżało z niepokoju. Chyba nie wybaczyłaby Majce, gdy ta sprzątnęła jej sprzed nosa Leśną Polanę.
- Nie! Broń Boże! – przestraszyła się Majka. – Rany, jak i taka chałupa w środku lasu... Podoba mi się ze względu na ciebie.
Gabi opadła na oparcie siedzenia, odetchnąwszy z ulgą.
- Jak stoisz z pieniędzmi?
- Raczej leżę, niż stoję – odparła ze smutkiem. – Od tygodnia, kiedy zobaczyłam ogłoszenie o jego sprzedaży, biję się z myślami, skąd wytrzasnąć na niego forsę i… - pokręciła głową.
- A gdybyś wzięła kredyt? – podsunęła pomysł Julia.
- Nie mam zdolności kredytowej. Byłam w banku, pytałam. Usłyszeli, że pracuję na umowę o dzieło i nie chcieli ze mną dalej gadać.
- Ze mną by chcieli… – rzuciła od niechcenia Majka, ale Gabriela natychmiast się nastroszyła.
- Gdybyś ty go kupiła i oddała mi go w najem, nadal byłby twój, nie mój. A ja potrzebuję czegoś dla siebie i tylko dla siebie!
- Wiem, wiem, nie krzycz na mnie. Tak tylko głośno myślę.
Gabriela znów poczuła łzy napływające do oczu. Tak bardzo, tak strasznie chciała mieć ten domek. Żaden inny, tylko ten. Tak wiele od tego zależało…
Wstała gwałtownie.
- Pójdę do toalety – rzuciła przyjaciółkom.
- Tu jest las, nie toaleta. – Majka zrobiła szeroki gest ręką, po czym patrzyła jak Gabriela, przygarbiona, nieszczęśliwa, oddala się od nich leśną dróżką.

-  Musimy coś z tym zrobić – odezwała się półgłosem Majka, gdy przyjaciółka zniknęła im z oczu.
Julia zgodziła się z nią w całej rozciągłości.
- Masz jakiś pomysł?
- Skoro Gabi nie może zarobić tych pieniędzy, a głupi bank nie chce jej ich pożyczyć, musi je ukraść albo wygrać.
- Aha. Już widzę, jak Gabryśka kradnie sto pięćdziesiąt tysięcy – prychnęła Julia.
- Sto. Każdy grosz ponad tę kwotę, to przesada.
- Nie ma nawet stu złotych na koncie, mogę się założyć. Wszystko wydaje na swojego tatę.
Majce nagle rozbłysły oczy.
- I z tym tatą trzeba pogadać! Założę się, że on znajdzie sposób na Gabrysię. Zna ją mimo wszystko dłużej, niż my, choć nie wiem, czy lepiej. Myślisz, że domyśla się jej podstępu?
Od kilku lat Gabriela za własne pieniądze kupowała leki dla ciężko chorego ojca, wmawiając mu, że w całości są refundowane. Julka z Majką wiedziały o jej sekrecie, bo kilka razy była zmuszona pożyczać pieniądze od przyjaciółek, ale ojciec zdawał się nie mieć o tym pojęcia…
- Kiedyś, gdy Gabi wyjechała i ja zobowiązałam się zaopiekować panem Antonim, prosił mnie w zaufaniu, bym nie kupowała lekarstw za swoje pieniądze, więc owszem, domyśla się.
- Ale nie powie o tym Gabrysi?
- Co by to zmieniło? – Jula wzruszyła ramionami. – Pieniędzy by im od tego nie przybyło, a doszedłby wstyd i poczucie winy. A tak Gabi jest szczęśliwa, że jej ojciec o niczym nie wie, a on nie musi się wstydzić, że po tym co zrobił dla ojczyzny, ta ojczyzna tak mu się odpłaca.
- Coś w tym jest… – Majka spojrzała przed siebie zamyślona. – Słuchaj… - zaczęła powoli. – Tylko nie wygadaj się z tym. Gabryśka nas będzie podejrzewała o każdy podstęp, ale swojego ojca raczej nie. Gdyby to on wygrał w lotto te sto tysięcy? Co ty na to?
Julia uniosła brwi.
- A wygrał?
- Jeszcze nie. Najpierw musi kupić los. Ale kto gra, ten wygrywa.
- Przecież to nie takie proste! Gdyby można było ot tak kupić los i od razu…
- Jula – Majka wywróciła oczami – przecież możemy dopomóc losowi!
Julka oniemiała. I nagle rozpromieniła się. To jest myśl! Gabrysia nic nie będzie podejrzewała, gdy jej tata zadzwoni pewnego dnia z radosną wiadomością, że wygrał w lotto pieniądze na jej domek!
- No dobrze, tylko skąd wziąć te sto patyków? – zapytała w następnej chwili.
Majka wzruszyła z nonszalancją ramionami.
- Jak to skąd? Z banku! Do tej pory pozwalałam zarabiać im na obracaniu moimi oszczędnościami, teraz niech się nimi cieszy moja przyjaciółka!
- Dasz Gabrysi sto tysięcy? Ot tak? – Julia spojrzała na Majkę z niedowierzaniem i podziwem. A może i z lekką zazdrością. Sama chciałaby mieć na koncie tyle pieniędzy, by rozdawać je przyjaciołom.
- Dam. Ona musi mieć ten domek. A wiesz, dlaczego?
Jula pokręciła głową.
Wtedy Majka wyjęła z portfela złożoną na cztery karteczkę, rozprostowała ją i podała przyjaciółce. Krótki artykuł z regionalnego dziennika.
- Robiłam reaserch na te tematy i…
Julka przebiegła wzrokiem tekst i aż wstrzymała oddech.
- To o naszej Gabrysi? Jesteś pewna? – zapytała cicho, głosem drżącym ze zgrozy.
Majka skinęła głową.
- Wszystko się zgadza. Imiona, pierwsza litera nazwiska, miejscowość, data… Jeżeli Gabriela przeżyła taki koszmar, a wszystko na to wskazuje, musi w końcu odzyskać spokój ducha. Jeśli do tego potrzebuje tej chałupki, my musimy zrobić wszystko, by ją zdobyła. Od tego są przyjaciele, no nie?
Julia przytaknęła, nie mogąc wykrztusić ani słowa przez zaciśnięte gardło.
W tym momencie Gabrysia wyszła z lasu, kierując się w ich stronę.
- Od jak dawna o tym wiesz? – wyszeptała Julia, oddając Majce wycinek gazety.
- Od jakiegoś czasu. Ale czekam, aż ona sama nam o tym opowie.
Nagle Julia spojrzała na przyjaciółkę, jakby jej w ogóle nie znała. Bo też takiej Majki, empatycznej, wrażliwej na czyjeś uczucia i dobrej, prawdziwie, na wskroś dobrej i szlachetnej, nie spodziewała się odkryć pod pozorami nonszalancji i obojętności.
- Jest nasza Gabrina razem z naszymi golonkami! – Majka klasnęła w ręce, znów sobie nic nie robiąc ze spojrzeń przyjaciółki. – Dziewczyny, wierzcie mi, że ten pan – uśmiechnęła się do młodego mężczyzny, który przyniósł im pachnące smakowicie danie – w tym co robi jest najlepszy na świecie! – dokończyła, wcale, ale to wcale nie dwuznacznie. Tamten poczerwieniał na twarzy jeszcze bardziej i umknął do swojej budki, cały w zawstydzonych uśmiechach.
Julia zaśmiała się cicho, Gabriela, mając jeszcze oczy zaczerwienione od łez, pochyliła się nad swoim daniem, bez apetytu dłubiąc w nim widelcem. Majka jakby nigdy nic zabrała się do jedzenia, ale tak naprawdę myślami była już w przyszłości. Już snuła pewien misterny plan.
Plany mają jednak to do siebie, że lubią się spełniać w najbardziej nieoczekiwany sposób i niestety, a może na szczęście, nie mamy na to wpływu.

Pół godziny później znów wsiadały do samochodu.
- Majuś, mam prośbę – odezwała się milcząca dotąd Gabriela.
- Dla ciebie wszystko.
- Zawrócimy do tego domku? Na chwileczkę… - Spojrzała prosząco na Julię, której najwidoczniej zaczęło się spieszyć do ukochanego, bo co chwila zerkała na telefon.
- Ale… - odezwała się Julia, chcąc zaprotestować, lecz umilkła pod wilczym spojrzeniem Majki.
Ten dom był dla Gabrieli ważny z jakichś przyczyn, których one nie próbowały się nawet domyślać. Bardzo ważny. To chyba mogą dla niej zrobić? Raz jeszcze go obejrzeć?
- Nie ma sprawy – odezwała się Majka i zawróciła.
Parę minut później wjeżdżały z powrotem na cichą, leśną polanę, zalaną potokami słonecznych promieni. Nawet zdeklarowany mieszczuch, jakim była Majka, musiał przyznać, że jest tu pięknie. Po prostu pięknie.
- Poczekacie na mnie w samochodzie? – odezwała się Gabriela, kładąc dłoń na klamce. To nie było pytanie, a prośba.
- Nie. Odjedziemy bez ciebie – odmruknęła Majka.
Gabrysia uśmiechnęła się przepraszająco, wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę domu.

Gdy Majka zapytała mnie, czy już tutaj byłam, powinnam najpierw przytaknąć, a potem opowiedzieć im obu, moim najbliższym przyjaciółkom, takim, jakie trafiają się raz na całe życie, całą prawdę. Nie tylko przytaknąć: „Owszem, byłam”, ale zacząć od tego domu, od dnia, w którym tam, na cichej, skąpanej w promieniach słońca polanie pewien mężczyzna, którego kochałam całym sercem, wsunął mi na palec pierścionek, ten właśnie, i poprosił o rękę, a ja wykrzyczałam, rzucając mu się na szyję: „Tak! Z całego serca tak!”. Piękny początek historii, która powinna skończyć się „I żyli w tym domku długo i szczęśliwie, otoczeni gromadką uroczych dzieciaków, a potem wnuków, do końca swoich dni…”. Ale moja historia potoczyła się inaczej. I od dawna jestem winna przyjaciółkom wyjaśnienie, co sprawiło, że spotkałyśmy się po raz pierwszy tam, gdzie się spotkałyśmy, w niewinnie wyglądającym, otoczonym ładnym parkiem starym dworze, który tak naprawdę, mimo że nosił nazwę „Ośrodek leczenia nerwic, depresji i uzależnień” nie był niczym więcej, niż szpitalem psychiatrycznym. Tak, właśnie tam poznałam Julię i Majkę. Tam też poznałam ich historie. Ale one nigdy nie poznały mojej.
Może teraz przyszedł czas, by opowiedzieć im całą prawdę?
Ale jak?! To nadal tak strasznie boli! Trzy blizny, które noszę nie tylko na ciele, ale i w sercu, nie pozwalają mi zapomnieć o przeszłość nawet na chwilę. Nadal, choć minęło tyle lat, budzę się z krzykiem na każde trzaśnięcie drzwiami u sąsiadów, czy na klatce schodowej. Nadal, chociaż lekarz stwierdził, że jest już okej, z depresji mnie wyciągnął, nerwica jest pod kontrolą, gdy nadciąga wieczór, muszę zapalać wszystkie światła w domu i nie zasnę bez nocnej lampki przy łóżku.
Gdybym jeszcze mogła za wszystko obwinić ciebie… To ty dałeś mi nadzieję, ty klękałeś przede mną, tutaj, przed tym domem, prosząc, bym została twoją żoną i ty, gdy oszalałam ze szczęścia, bo byłeś moim Wielkim Marzeniem, to marzenie mi odebrałeś.
Ale nie mogę… nie mogę, kochany. Tak, kochany, bo nadal kocham cię tak samo, jak tamtego dnia, dziewięć lat temu, na tej polanie. Jestem równie winna tego, co się potem stało, jak ty. Gdybym nie uczyniła tego, co uczyniłam, może wszystko skończyłoby się inaczej. Może dalibyśmy sobie drugą szansę.
Teraz jest na to za późno.
Pora wracać.
Otrzeć łzy, choć Jula i Majka i tak się ich domyślą, i skończyć z przeszłością. Raz na zawsze. 
Z przeszłością, albo ze sobą. Może tym razem mi się uda…

Zatrzymała się przed wiekową lipą, ściągnęła z palca pierścionek, z którym nigdy się nie rozstawała, powoli, walcząc ze sobą samą, położyła go na ławce i… odetchnęła głęboko.
- Tu się wszystko zaczęło i tu wszystko się kończy – szepnęła.
Podeszła do domku, pogładziła na pożegnanie kolumienkę podtrzymującą dach ganku, po czym nie patrząc już więcej na dom, ławkę i pierścionek, odwróciła się i odeszła.
Bez słowa wyjaśnienia, z zupełną pustką w oczach wsiadła do samochodu.
- Możemy wracać – powiedziała beznamiętnie.
Majka spojrzała na nią lekko zmrużonymi oczami.
- Jesteś pewna? Myślałyśmy, że chcesz rozbić się tu obozem i okupować tę ruderę dotąd, aż właściciel odda ci ją za darmo. Albo chata zawali ci się nad głową.
Gabriela przeniosła owo puste spojrzenie z leśnej drogi, którą tu przyjechały, na przyjaciółkę:
- Skończyłam z szukaniem domów raz na zawsze – odparła spokojnie. Nienaturalnie spokojnie.
- Szkoda. Lubiłam te włóczęgi po okolicznych zadupiach – prychnęła Majka, nagle nie wiedzieć czemu zła. Już na samo wspomnienie wycinka gazety, który trzymała w portfelu, czuła gniew. Teraz, widząc zaczerwienione od łez oczy przyjaciółki, była po prostu wściekła! Na nią, na siebie, a przede wszystkim na tamtego bydlaka, o którym pisano w artykule.
Gdyby nie on, pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej… - myślała, patrząc na wstążkę szosy, która się przed nimi otworzyła.
Gabriela mogła w tej chwili powiedzieć dokładnie to samo: „Gdyby nie on, wszystko potoczyłoby się inaczej”, ale miała zupełnie kogo innego na myśli. Gdyby zaś wiedziała, że w tym właśnie momencie mija się ze swoim przeznaczeniem…
Czasami lepiej nie wiedzieć. Lepiej nie snuć domysłów, co by było, gdyby. Życie i tak nas zaskoczy, raz dobrze, a raz źle. Wracanie do przeszłości, której nie zmienimy żadnym „gdyby”, prowadzi wprost do szaleństwa. A Gabriela chciała przecież ułożyć sobie życie od nowa, a nie wrócić do szpitala, prawda?
Dlatego lepiej dla niej, że ocierając ukradkiem łzy nie widzi srebrnego volvo, które właśnie ich wymija, czy raczej na tego, kto prowadzi samochód. On przejeżdża obojętnie obok czerwonej mazdy, również nie zdając sobie sprawy z tego, że być może ponownie traci swoją szansę. Ale już chwilę potem zwalnia i rzuca pytanie do towarzyszących mu dwóch młodych mężczyzn:
- Zatrzymamy się na chwilę? Jest tutaj dom, na który chciałbym rzucić okiem.
Obaj odpowiadają mu wzruszeniem ramion. Ich starszy brat dorobił się majątku na obrocie nieruchomościami. Jeden dom wte, jeden we wte, co za różnica? Nawet nie musi ich pytać o zdanie.
Skręcają dokładnie w tę samą leśną drogę, z której chwilę wcześniej wyjechały Gabriela, Majka i Julia.
Los ma doprawdy poczucie humoru. I bywa bardzo złośliwy…

c.d. za dwa tygodnie

20 komentarzy:

  1. Och, ach, ech! Mało! Czytałam ze wstrzymanym oddechem, wciągnęło, aż miło!
    Przyjaciółki, które staną za sobą murem to prawdziwy skarb. Piękna historia. Mówiłam, że chusteczkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój apetyt ponownie został rozbudzony :) Dawkowanie ma swój urok, ale chciałbym móc przeczytać całość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga Pani Kasiu kiedy książka? Już nie moge sie doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nadzieję,że zdradzi pani choć miesiąc

      Usuń
  4. Jak to fajnie jest czekać na przyjemności. tydzień zleciał nie wiadomo kiedy. Dziękuję. Zabieram się do spokojnego czytania. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Och. I znowu zostaję w zawieszeniu... Dziękuję za ten fragment. Wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chce ciag dalszy a najlepiej książkę. Mam nadzieje ze to "w lecie" ;) będzie jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Och, jakże ja bym chciała poznać tą Gabrysię troszkę bardziej, mocniej, więcej! Brutalne to czytanie w odcinkach, oj, brutalne... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z przyjemnością przeczytałam cd czuję niedosyt ale i zaciekawienie co się wydarzy, zapowiada się intrygująco. Już nie mogę się doczekać dalszych odcinków. Jak ukaże się wersja papierowa na pewno kupię. Piękna przyjaźń, nie spotkałam takiej, mam dwie przyjaciółki, mogę na nie liczyć ale na pewno nie aż tak. Mam też dwie siostry na które mogę liczyć w każdej chwili jak i one na mnie też. Pozdrawiam ciepluto Pani Kasiu i czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana Pani Kasiu lato już za niespełna miesiąc!!!!! Całe szczęście bo umieram z ciekawości. Zapowiada się ciekawie!!!!! Prosimy więcej!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam jeszcze raz pierwszy rozdział i trzy razy drugi. Ileż można czekać? :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie się zapowiada, tylko czemu odcinek musiał skończyć się akurat, gdy zaczęło robić się coraz ciekawiej? :( Dobra, dobra, wiem, że o to chodzi, by budować w czytelnikach napięcie i że tajemnice Gabrysi są najciekawsze, gdy jeszcze pozostają tajemnicami, ale i tak mam potrzebę czytać dalej... Chyba zaczyna się już uzależnienie od kolejnej pani powieści. :) No, co zrobić, trzeba cierpliwie czekać kolejne dwa tygodnie, byle tylko szybko zleciało. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super :) Nie mogę doczekać się książki :)
    A dwa tygodnie szybko zlecą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie to emocjonujące. Chce się więcej i więcej...

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani Kasiu następny bestseler się szykuje - Wciąga i to bardzo😊 Beata

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani Kasiu treść podoba mi się bardzo już się nie mogę doczekać papierowego wydania i widoku książek na półce :-) Okładki też przepiękne :-) tylko mam jedno pytanie czemu powtarza Pani imiona bohaterek? Jest tyle pięknych polskich imion, a te które tu występują były już bohaterami Pani powieści i to robi się mylące ;-) z Gabrysią spotkałyśmy się w Lato w Jagódce i w Ferrinie a z Julką w Przystani Julii. Pozdrawiam Marta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już kiedyś to tłumaczyłam: imię nie może mi się kojarzyć z żadną znaną mi osobiście osobą, bo wtedy ta osoba ma wpływ na postać bohaterki. Zaczynam opisywać tę osobę, a nie kreować bohaterkę. A że znam strasznie dużo ludzi, stąd wybór "dostępnych" imion jest mocno ograniczony no i nie wszystkie pasują. Nie nazwę głównej bohaterki "Leśnej Polany" Irminą, albo Izydorą. Poza tym imion polskich nie ma aż tak wiele do wyboru, jak choćby w USA, gdzie możesz nazwać dziecko np. Apple...

      Usuń
  16. Przeczytałam ten rozdział jednym tchem, tak jak poprzedni i kilka Pani książek. Bardzo mnie cieszy że Gabrysia ma tak wspaniałe przyjaciółki, uważam, że każdy zasługuje aby mieć takie osoby w swoim życiu.
    Jednak nie bardzo rozumiem co tkneło Majkę, aby zacząć szukać o przeszłości Gabrysi, i białego domku. Nurtuje mnie teraz ta kwestia, ale znając Pani pióro, mogę się spodziewać, niespodziewanego. Bo Pani tak jak los, jest nieprzewidywalny w pozytywnym sensie.
    Ela :).

    OdpowiedzUsuń