piątek, 22 lipca 2016

Leśna Polana Odcinek 5...

...  w którym dwóch braci spotyka dwie przyjaciółki, ale jeszcze na wszystko za wcześnie, jeszcze nie nadszedł ten czas.
  
Majka stanęła w drzwiach klubu, omiatana pełnymi podziwu spojrzeniami ochroniarzy. Wyglądała olśniewająco i miała tego całkowitą świadomość. Na dzisiejszy wieczór wybrała włoską sukienkę ze złotych cekinów, która lśniła na jej zgrabnym ciele jak rybia łuska, lekko przed kolana odsłaniała wystarczająco dużo długich, szczupłych, opalonych nóg. Włosy podpięła wysoko, odsłaniając piękną twarz, podkreśloną makijażem z drobinkami złota. I taka właśnie, lśniąca wewnętrznym i zewnętrznym blaskiem stała przez chwilę w drzwiach, omiatając salę pełną ludzi leniwym, ale uważnym spojrzeniem i pozwalając, by oni dokładnie się jej przyjrzeli. Może „przyjrzeli” to nieco za słabe słowo, bardziej adekwatne byłoby „pożarli”. Kobiety wzrokiem pełnym zawiści, mężczyźni – pożądania.
No, wystarczy tego przedstawienia, czas na rozpoczęcie polowania.
Przeszła swobodnym, niemal tanecznym krokiem, mimo wysokich obcasów w róg sali, gdzie stały stoliki, usiadła przy tym najbardziej oddalonym od tłumu i już spokojnie zaczęła przyglądać się każdemu z mężczyzn. Po kolei. Wybierając swoją ofiarę. Bo to ona była łowczynią. Nie pozwalała się poderwać pierwszemu lepszemu, tylko namierzała cel i bez względu na to, czy był sam, czy z towarzyszką, jeśli tylko Majka chciała, wychodził z nią. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Leśna Polana Odcinek 4...

...w którym sielankowy nastrój powoli pryska.



Julka wpadła w ciemne wnętrze starej, obdrapanej kamienicy i pomknęła po schodach na górę, jakby nagle dostała skrzydeł. Bo tak się właśnie czuła. Jakby ktoś uchylił drzwi klatki, w której była zamknięta od niepamiętnych czasów. Chyba od zawsze. Od kiedy rodzice, których nigdy nie odnalazła, oddali ją do bidula. Boże, jak pragnęła poczuć to, co czują kochające i kochane dzieci: czuły dotyk dłoni matki, głos ojca, czytający bajki na dobranoc… Matki szukała w opiekunkach, potem odnalazła jej namiastkę w Gabrysi i Majce. Ojca zaś… Właśnie namiastka ojca otwierała drzwi, mierzyła Julę przekrwionymi, płonącymi wściekłością oczami i cedziła przez zęby:
- Gdzie byłaś, szmato? Wydzwaniam do ciebie przez całe popołudnie…
Julka skuliła ramiona.
Dobrze, że Majka nie słyszy tego „szmato” – przemknęło jej przez myśl. Właśnie dlatego jej przyjaciółki nie poznały do tej pory Tomasza Łosko. Majka, widząc, jak chwyta Julię za ramię tak silnie, że ona tłumi jęk, chyba wgryzłaby mu się w gardło…
Szarpnął ją za sobą do korytarza, zatrzasnął drzwi i przekręcił klucz w zamku. Gdy odwracał się do Julii z powrotem, skuliła się jeszcze bardziej. Był podpity. Nie schlany, bo znalazłaby go rozwalonego na wersalce, a podpity. I w takim stanie bywał brutalny. Zrobił krok w jej kierunku. Cofnęła się odruchowo. Oparła plecami o ścianę.
Muszę uciekać! Nie jestem sama! Dziewczyny na mnie czekają! – krzyczał jej umysł, ale ciało nie chciało usłuchać.
Ponownie chwycił ją za ramię.
- Powiesz swoim przyjaciółeczkom, żeby spierdalały – wywarczał, ciągnąc nieopierającą się dziewczynę w stronę okna. Kiwnęła szybko głową. – A potem… potem porozmawiamy inaczej…
Otwierała okno drżącymi rękami, z trudem powstrzymując łzy. Wolność była tak blisko. Tam, na ulicy. W czerwonej, sportowej maździe…
- Nie czekajcie na mnie! – krzyknęła do Majki. – Spakuję się i… - Nie zdążyła ugryźć się w język. – Jedźcie już! Do zobaczenia! – dokończyła łamiącym się głosem.
- Jesteś pewna? – Majka przyglądała się wychylonej przez okno Julii, nieprzekonana.
Wiele razy odwoziła ją pod dom któregoś z Misiów-Pysiów i wracała do siebie, ale tego wieczoru nie chciała tego robić. Coś szeptało jej w duszy, nie szeptało, krzyczało!, że powinna zabrać Julię teraz, natychmiast, ale skoro ta powtarza po raz trzeci, że sobie tego nie życzy…
Okno na piętrze zamknęło się z trzaskiem.
Majka spojrzała na przyjaciółkę.
- Jedziemy?
- A co innego możemy zrobić. Wygląda na to, że Julia wybrała…
I mówisz to tak spokojnie ty, Gabrielo Leszeńska, która też kiedyś dokonałaś kiepskiego wyboru?